Mój umiłowany Prorok

BITWA POD MUTE

W ósmym roku Hidżri Przywódca wszechświata, będący miłosierdziem dla światów, ponownie wysłał posłów do różnych plemion i państw, żeby szerzyć islam. Od niektórych z nich przyszły pozytywne wieści. Jednak Hazrat Haris bin Umejr, którego wysłano do namiestnika Busry, został uwięziony przez chrześcijańskich żołnierzy we wsi Mute w okręgu Belka, należącym do Damaszku. Hazrat Haris został zaprowadzony do namiestnika Damaszku, Szurahbila bin Amra, i tam, mimo że był posłem, został nikczemnie zamordowany i stał się szehidem.1

Ta wiadomość bardzo zasmuciła naszego umiłowanego Proroka i natychmiast rozkazał zebrać się Swoim bohaterskim Towarzyszom. Towarzysze Proroka, otrzymawszy ten rozkaz, pożegnali się ze swoimi dziećmi i pośpiesznie zebrali się w obozie wojskowym Dżurf. Najszlachetniejszy Ulubieniec Allaha po poprowadzeniu południowej modlitwy salat oznajmił: „Tym ludziom, którzy wyruszą na dżihad, wyznaczyłem na dowódcę Zejda bin Harisego! Jeśli Zejd bin Harise zostanie szehidem, niech jego miejsce zajmie Dżafer bin Ebi Talib. Jeśli Dżafer bin Ebi Talib zostanie szehidem, niech jego miejsce zajmie Abdullah bin Rewaha. Jeśli również Abdullah bin Rewaha zostanie szehidem, niech muzułmanie wybiorą spośród siebie kogoś odpowiedniego i uczynią go swoim dowódcą!”.

Wtedy Towarzysze Proroka zrozumieli, że wymienieni z imienia bohaterowie zostaną szehidami, i zaczęli płakać, mówiąc: „O Wysłanniku Allaha! Gdyby tylko zostali przy życiu, abyśmy mogli z nich korzystać!…”. Szlachetny Prorok nie dał im odpowiedzi i milczał.2 Słyszeli to również obecni tam Hazrat Zejd, Dżafer i Abdullah i ogarnęła ich wielka radość, ponieważ ich największym pragnieniem było zostać szehidami podczas szerzenia religii Allaha Najwyższego. Radosna nowina została im przekazana i usłyszeli ją na własne uszy. Mudżahidowie zakończyli przygotowania i czekali na swoich dowódców. Nasz umiłowany Prorok przekazał białą chorągiew islamu Hazrat Zejdowi bin Harisemu. Rozkazał mu dojść aż do miejsca, gdzie Haris bin Umejr został szehidem, i tam głosić islam. Jeśli go nie przyjmą, rozkazał mu walczyć z wrogiem. Hazrat Abdullah bin Rewaha płakał, gdy żegnał się ze swoimi przyjaciółmi dowódcami. Spytali go: „O synu Rewahy! Dlaczego płaczesz?”. Abdullah bin Rewaha, który był poetą, odpowiedział:

Powodem mojego płaczu
nie jest miłość do tego świata
i, przysięgam na Allaha,
nie to, że będę za wami tęsknił.
Prawdziwym powodem jest to,
że w Świętym Koranie
nasz Pan
w ajecie oznajmia:
«Wiedzcie zaprawdę,
że nie ma wśród was nikogo,
kto by nie
przeszedł przez Piekło…».
Usłyszałem ten ajet,
gdy recytował go Wysłannik Allaha.
Jeśli przejdę przez Piekło,
jak zdołam to wytrzymać?

Jego przyjaciele pomodlili się za niego: „Niech Allah Najwyższy zaliczy cię do grona Swoich umiłowanych sług, obyś był jednym z prawych (salih)!”. Wtedy Hazrat Abdullah bin Rewaha powiedział: „Ja jednak pragnę przebaczenia od Allaha Najwyższego. Pragnę też zostać szehidem od ciosu miecza, od którego krew tryśnie i się spieni, albo od pchnięcia oszczepu, które spali moją wątrobę i wnętrzności!…”. Gdy armia przygotowywała się do wymarszu, Hazrat Abdullah bin Rewaha poszedł do Wysłannika Allaha, a pożegnawszy się, spytał: „O Wysłanniku Allaha! Czy dasz mi radę, której nauczę się na pamięć i której nigdy nie zapomnę?”. Szlachetny Prorok powiedział do niego: „Jutro dojdziesz do kraju, w którym bardzo mało wykonuje się sedżde dla Allaha Najwyższego. Tam pomnóż sedżde i modlitwy salat”. Abdullah bin Rewaha powiedział: „O Wysłanniku Allaha! Czy dasz mi więcej rad?”. Nasz umiłowany Prorok odpowiedział: „Zawsze wspominaj Allaha Najwyższego, ponieważ wspominanie (zikr) Allaha Najwyższego pomoże ci osiągnąć to, czego się spodziewasz”.

Trzytysięczna armia islamska ruszyła w drogę wśród okrzyków: „Allahu Ekber! Allahu Ekber!” Nasz umiłowany Prorok i Towarzysze Proroka, którzy pozostali w Medynie, odprowadzili mudżahidów-gazich aż do wzgórza Weda. Tam Przywódca światów zwrócił się do Błogosławionej armii islamskiej z tymi słowami: „Radzę wam, żebyście spełniali nakazy Allaha Najwyższego i unikali Jego zakazów, byli dobrzy dla muzułmanów, którzy są z wami, i dobrze ich traktowali. Walczcie na drodze Allaha Najwyższego, wypowiadając Jego imię. Nie sprzeniewierzajcie łupów wojennych. Nie łamcie danego słowa. Nie zabijajcie dzieci! Tam, w kościołach chrześcijan, natraficie na ludzi, którzy odsunęli się od innych i oddali się modlitwie. Strzeżcie się, by ich nie skrzywdzić! Poza nimi natraficie też na ludzi, w których głowach szatani uwili sobie gniazda; ich głowy odetnijcie mieczami. Nie zabijajcie kobiet ani zgrzybiałych starców. Nie palcie i nie ścinajcie drzew. Nie burzcie też domów!”.

Do naczelnego dowódcy, Zejda bin Harisego, powiedział: „Gdy spotkasz swoich wrogów spośród pogan, zaproś ich do jednej z trzech rzeczy!… (Jeśli zostaną muzułmanami,) zaproś ich, żeby wyemigrowali do Medyny, siedziby Muhadżirów! Jeśli przyjmą twoje zaproszenie, powiadom ich, że będą mieli te same prawa, które mają Muhadżirowie, i te same obowiązki, które ciążą na Muhadżirach.

Jeśli zaś zostaną muzułmanami i wolą pozostać w swoim kraju, powiadom ich, że będą jak arabscy koczownicy spośród muzułmanów i że będzie wobec nich stosowany ten sam boski nakaz, który stosuje się wobec tamtych; że nie zostanie dla nich przeznaczone nic ze zdobyczy wojennych i że z łupów skorzystają tylko ci, którzy walczą u boku muzułmanów!

Jeśli nie przyjmą islamu, zaproś ich do płacenia dżizji! Nie dotykaj tych, którzy się na to zgodzą! A jeśli nie zgodzą się też płacić dżizję, walcz z nimi, szukając pomocy u Allaha Najwyższego!…”.

Po tych radach pożegnał się z mudżahidami. Armia islamska odeszła wśród okrzyków tekbir. Pozostali machali odchodzącym i modlili się: „Niech Allah Najwyższy chroni was od wszelkiego niebezpieczeństwa i pozwoli wam wrócić cało i zdrowo…”. Patrzyli za nimi zapłakanymi oczami ze szlachetną zazdrością, aż zniknęli za horyzontem…

„Tym ludziom, którzy wyruszą na dżihad, wyznaczyłem na dowódcę Zejda bin Harisego! Jeśli Zejd bin Harise zostanie szehidem, niech jego miejsce zajmie Dżafer bin Ebi Talib. Jeśli Dżafer bin Ebi Talib zostanie szehidem, niech jego miejsce zajmie Abdullah bin Rewaha. Jeśli również Abdullah bin Rewaha zostanie szehidem, niech muzułmanie wybiorą spośród siebie kogoś odpowiedniego i uczynią go swoim dowódcą!”. Hadis-i szerif

W ręku Zejda bin Harisego powiewała święta chorągiew, a mudżahidowie udawali się w długą, nieznaną drogę, aby służyć religii Allaha Najwyższego. Armia islamska szybko posuwała się w stronę Syrii. Podróż mijała bez przeszkód i radośnie. Mudżahidowie nie mogli się doczekać, żeby jak najprędzej spotkać się z wrogiem. Jednym z tych, którzy najbardziej pragnęli zostać szehidami, był Hazrat Abdullah bin Rewaha. Zejd bin Erkam tak o tym opowiedział: „Byłem sierotą, który wychowywał się pod opieką Abdullaha bin Rewahy. Gdy wyruszył na wyprawę do Mute, posadził również mnie za sobą na wielbłądzie. Gdy jechaliśmy przez jakiś czas nocą, z jego ust popłynęły takie wersy:

O mój wielbłądzie! Jeśli zaniesiesz mnie do studni wśród piasków,
a stamtąd jeszcze cztery dni drogi dalej,
nie wezmę cię już na żadną inną wyprawę,
wkrótce zostaniesz bez właściciela.
Do swojego domu chyba już nie wrócę,
mam nadzieję, że w tej wojnie padnę jako szehid.
Na ostatnim postoju wierzący szybko mnie minęli,
o synu Rewahy, nawet twoi najbliżsi
zerwali więzy braterstwa i pojechali dalej,
zostawili cię Allahowi Najwyższemu i odeszli.
Już nie myślę o tym, jaki majątek zostawiłem,
nic mnie już nie obchodzą drzewa i daktyle!

Gdy to usłyszałem, rozpłakałem się. Abdullah bin Rewaha dotknął mnie biczem i powiedział: »Ty urwisie! Co się z tobą dzieje? Jaką krzywdę ci wyrządzam tym, że tak mówię? Jeśli Allah Najwyższy obdarzy mnie śmiercią szehida, ty wrócisz na tym zwierzęciu i dotrzesz do domu. Ja zaś uwolnię się od wszystkich trosk, zmartwień, smutków i przeciwności tego świata i zaznam spokoju«. Zsiadł i odprawił dwa rekaty modlitwy salat. Na koniec, po długiej dua, zawołał mnie: »Chłopcze!«. Gdy odpowiedziałem: »Słucham?«, powiedział: »Inszaallah na tej wyprawie dostąpię śmierci szehida!«”.

Gdy bohaterscy Towarzysze Proroka zbliżali się do Syrii, namiestnik Damaszku, Szurahbil bin Amr, już dawno był powiadomiony, że zbliża się armia islamska. Od razu poinformował o tym cesarza bizantyńskiego Herakliusza, a otrzymawszy od niego dużą pomoc, uspokoił się, ponieważ według zebranych przez niego informacji muzułmanów było zaledwie od trzech do pięciu tysięcy. Jego własna armia natomiast przekraczała sto tysięcy, a broni było niezliczenie wiele. Gdy Towarzysze Proroka (alejhimurrydwan) dotarli do Mean na ziemiach Damaszku, dowiedzieli się, że Bizantyńczycy (Rum) nadciągają przeciwko nim z armią liczącą sto tysięcy żołnierzy. Zatrzymali się tam i pozostali przez dwie noce. Dowódca, Hazrat Zejd bin Harise, zebrał swoich towarzyszy, powiadomił ich o sytuacji i spytał o ich zdanie, co należy zrobić wobec armii bizantyńskiej. Niektórzy z Towarzyszy Proroka mówili: „Nie wdając się w starcie z armią bizantyńską, urządźmy nagłe napady na ich kraj, weźmy ludzi w niewolę i wróćmy do Medyny”. Inni zaś mówili: „Napiszmy list do Wysłannika Allaha (alejhisselam), powiadommy Go o liczbie wroga i poprośmy, żeby pilnie wysłał nam żołnierzy albo powiedział nam, co mamy zrobić”. Gdy już mieli uznać, że druga propozycja jest lepsza, głos zabrał Hazrat Abdullah bin Rewaha:

„Zawsze wspominaj Allaha Najwyższego, ponieważ wspominanie (zikr) Allaha Najwyższego pomoże ci osiągnąć to, czego się spodziewasz”. Hadis-i szerif

O mój ludu, z jakiego powodu się wahacie?
Czyż nie przybyliśmy do walki, by zostać szehidami?
Nigdy nie walczyliśmy z niewiernymi
dlatego, że mieliśmy przewagę w broni i jeźdźcach.
Walczyliśmy jak lwy siłą tej religii,
którą obdarzył nas Allah Najwyższy.
Idźcie i walczcie, na pewno jest w tym dobro,
końcem tej sprawy będzie śmierć szehida albo zwycięstwo.
Na Allaha, w dniu Badr mieliśmy dwa konie,
pod Uhud jednego konia i bardzo mało broni.
Jeśli w tej bitwie przeznaczone nam jest zwycięstwo,
to przecież tak obiecali Allah i Jego Prorok.
Allah Najwyższy nigdy nie odstępuje od Swojej obietnicy,
a zatem, o wierzący, maszerujcie naprzód!
Jeśli zaś przeznaczona nam jest śmierć szehida,
spotkamy się w Raju z naszymi braćmi szehidami.

Te słowa Hazrat Abdullaha bin Rewahy dodały mudżahidom odwagi. Mówili: „Na Allaha, syn Rewahy mówi prawdę”. Decyzja została podjęta: mieli walczyć, aż zostaną szehidami. Gdy sławni Towarzysze Proroka doszli do wsi Mute, spotkali się ze stutysięczną armią bizantyńską.

BITWA POD MUTE

Góry i doliny wypełnione były żołnierzami wroga. Z jednej strony stała trzytysięczna armia islamska, która przybyła aż z Medyny do Damaszku, żeby szerzyć religię Allaha Najwyższego, a z drugiej stutysięczna horda niewierzących, która zebrała się, żeby zdusić islam… Na pozór stosunek sił był zupełnie nieporównywalny. Wynikało z niego, że każdy muzułmanin musiał walczyć z ponad trzydziestoma Bizantyńczykami. Obie strony stanęły w szyku bojowym. W tym czasie zobaczono, że – zgodnie z rozkazem Szlachetnego Proroka (sallallahu alejhi we sellem) – z armii islamskiej wyszła delegacja w stronę obozu bizantyńskiego. Zaproponowali armii bizantyńskiej przyjęcie islamu albo płacenie dżizji. Oni jednak odrzucili to zaproszenie. Teraz nie było już chwili do stracenia. Dowódca, Hazrat Zejd bin Harise, trzymając w ręku świętą chorągiew islamu, dał swojej armii rozkaz do ataku. Czekający na tę chwilę mudżahidowie wśród okrzyków „Allahu Ekber!” wyskoczyli naprzód jak strzały. Błyskawicznie dobyli mieczy i jak burza wpadli w sam środek wroga… Rżenie koni, szczęk mieczy, okrzyki tekbir i krzyki rannych wznosiły się do nieba i już na początku walki pole bitwy zamieniło się w jezioro krwi. Przy każdym zamachu miecza sławnych Towarzyszy Proroka spadała albo głowa, albo ręka.

Hazrat Zejd, trzymając białą chorągiew Wysłannika Allaha, walczył w samym środku sił wroga, wypowiadając: „Allah, Allah”. Zamachami miecza w jednej chwili robił wokół siebie miejsce i sprawiał, że wróg żałował, iż stanął mu na drodze. Sławni Towarzysze Proroka, widząc bohaterską walkę swojego dowódcy, nie pozostawali w tyle; każdy z nich w pojedynkę starał się dosięgnąć mieczem trzydziestu wrogów i ich pokonać. W pewnej chwili zobaczono, że kilka oszczepów jednocześnie wbiło się w Błogosławioną pierś dowódcy, Hazrat Zejda. Za nimi poleciały następne oszczepy. Ciało sławnego Towarzysza Proroka było całe przeszyte. Wtem zobaczono, jak Zejd bin Harise pada na gorącą ziemię i wypija czarę śmierci szehida, za którą tak bardzo tęsknił.

Hazrat Dżafer, który był następny po Zejdzie bin Harisem, od razu chwycił chorągiew. Mudżahidowie, widząc powiewającą chorągiew islamu, z nową miłością walczyli dalej. Hazrat Dżafer walczył tak samo bohatersko jak Zejd bin Harise. Z jednej strony atakował wroga, a z drugiej dodawał swoim towarzyszom odwagi i zapału. Ten dzielnie walczący nowy dowódca coraz szybciej i zręczniej uderzał mieczem i nie pozwalał wrogowi odetchnąć. Hazrat Dżafer, walcząc jak w uniesieniu, oddalił się znacznie od swoich towarzyszy. Walczył sam w środku Bizantyńczyków i uderzał mieczem każdego z nich z osobna. Szybko jednak zrozumiał, że z tej drogi nie ma powrotu. Bohaterski dowódca mówił: „Moim zadaniem jest uderzyć mieczem każdego z niewierzących!” – i z Błogosławionych słów „Allahu Ekber!… Allahu Ekber!…” czerpał nową siłę duchową. Każdym ciosem miecza usuwał z drogi jednego wroga i nikogo do siebie nie dopuszczał. Błogosławione imię Allaha Najwyższego nie schodziło mu z języka i walczył z niewyczerpaną siłą. W końcu jeden z żołnierzy wroga uderzył mieczem w prawe ramię Hazrat Dżafera. Hazrat Dżafer, któremu odcięto prawą rękę, pochwycił świętą chorągiew islamu lewą ręką, zanim upadła na ziemię, podniósł ją i znów nią powiewał. Wtem jeszcze jeden cios mieczem… Odcięta została również lewa ręka. Tym razem starał się utrzymać powiewającą chorągiew, przyciskając ją do piersi między kikutami ramion. Jednak pod mieczami wrogów, które spadały na niego jeden po drugim, dostąpił stopnia szehida, za którym tak bardzo tęsknił. Jego Błogosławiona dusza uleciała do najwyższych stopni Raju… Na jego ciele doliczono się ponad dziewięćdziesięciu ran od mieczy i oszczepów.3 Bohaterscy mudżahidowie, widząc, że ich dowódca padł jako szehid, chwycili chorągiew islamu, która upadła na ziemię, i przekazali ją Hazrat Abdullahowi bin Rewasze.

„O mój ludu, z jakiego powodu się wahacie? Czyż nie przybyliśmy do walki, by zostać szehidami?”. Abdullah bin Rewaha (radyjallahu anh)

On, powiewając chorągwią z grzbietu konia, gwałtownie zaatakował wroga. Z jednej strony powalał każdego wroga, który stanął mu na drodze, a z drugiej mówił:

O moja duszo (nefs), na pewno mi się poddasz,
przysiągłem, że w tej bitwie zostanę szehidem.
Albo sama się na to zgodzisz,
albo cię zmuszę, byś to przyjęła.
Powiedz mi, jeśli nie zginiesz w tej bitwie,
czy myślisz, że nigdy nie umrzesz?
Wiedz, że dobrze uczynisz, jeśli uczynisz
to, co uczynili Dżafer bin Ebi Talib i Zejd bin Harise.
Oni zostali szehidami, o moja duszo, nie zostawaj w tyle,
inaczej będziesz nieszczęśliwa – nuże, rzuć się naprzód!

Wśród okrzyków „Allahu Ekber!” Hazrat Abdullah również rzucił się w bezlitosną walkę z wrogiem. W pewnej chwili cios miecza trafił go w palec i odcięty palec zaczął zwisać mu z ręki. Ten Błogosławiony dowódca, który płonął miłością do Allaha Najwyższego i Jego Wysłannika, od razu zeskoczył z konia. Nadepnął na zraniony palec, który przeszkadzał mu w walce, i mówiąc: „Czyż nie jesteś tylko rannym palcem? A to nieszczęście spotkało cię przecież na drodze Allaha Najwyższego!”, oderwał go. Jak błyskawica wskoczył z powrotem na konia i z całej siły znów zaczął walczyć. Jednak ponieważ mimo tak zaciętej walki wciąż nie dostąpił stopnia szehida, zaczął ganić samego siebie… Raz po raz atakował wroga. W końcu cios oszczepu zwalił go na ziemię. Walcząc na drodze Allaha Najwyższego i Jego Wysłannika, został szehidem, a jego Błogosławiona dusza uleciała do Raju… W tej chwili Ebul-Jusr Ka’b bin Umejr, który walczył obok Hazrat Abdullaha, starał się utrzymać powiewającą chorągiew. Wodząc wzrokiem po Towarzyszach Proroka, szukał kogoś starszego i dojrzalszego od siebie. Zobaczywszy Sabita bin Ekrema, przekazał mu chorągiew. Hazrat Sabit, wbiwszy chorągiew przed mudżahidami, powiedział: „O moi bracia! Szybko wybierzcie spośród siebie dowódcę i bądźcie mu posłuszni!”. Odpowiedzieli: „Wybraliśmy ciebie”, jednak Hazrat Sabit się nie zgodził. Jego wzrok zatrzymał się na Hazrat Halidzie bin Welidzie i powiedział do niego: „O Ebu Sulejmanie! Ty weź chorągiew!”. Hazrat Halid, który niedawno przyłączył się do muzułmanów, przez skromność nie chciał wziąć świętej chorągwi i z jego Błogosławionych ust popłynęły słowa: „Nie mogę wziąć od ciebie tej chorągwi! Ty jesteś jej o wiele bardziej godny niż ja, ponieważ jesteś starszy i dostąpiłeś zaszczytu walki u boku Wysłannika Allaha w gazwie Badr!…”. Jednak czas był cenny. Otaczający ich Towarzysze Proroka walczyli zaciekle z wrogiem i starali się odeprzeć stutysięczną armię wroga. Hazrat Sabit powtórzył swoje słowa: „O Halidzie! Szybko weź świętą chorągiew Wysłannika Allaha! Na Allaha, wziąłem ją po to, żeby dać ją tobie. Ty znasz sztukę wojenną lepiej niż ja!” – i spytał otaczających go mudżahidów: „O moi bracia! Co sądzicie o tym, żeby dowódcą był Halid?”. Jednym głosem odpowiedzieli: „Uczyniliśmy go naszym dowódcą”. Wtedy Hazrat Halid z wielkim szacunkiem i dobrymi manierami przyjął chorągiew, którą Przywódca światów przekazał Swoimi Błogosławionymi rękami, i ją pocałował. Wskoczył na konia i z całym swoim majestatem i mocą zaatakował wroga.4

Bohaterscy Towarzysze Proroka ponownie ruszyli do ataku za swoim nowym dowódcą. Hazrat Halid walczył z niespotykaną odwagą i zręcznością i powalał każdego, kto stanął mu na drodze. W międzyczasie Hazrat Kutbe bin Katade odciął głowę jednemu z dowódców wroga, Malikowi bin Zafilemu. Morale Bizantyńczyków się załamało. Jednak czasu zostawało niewiele; nastał wieczór i zaczęło się ściemniać. Walka po ciemku była bardzo niebezpieczna, ponieważ można było przez pomyłkę zabić własnych towarzyszy…

Z tego powodu obie strony wycofały się do swoich obozów. Opatrzono rannych. Hazrat Halid był geniuszem w sztuce wojennej. Rankiem chciał stanąć naprzeciw wroga z nową taktyką i go zaskoczyć. Tej nocy zmienił stanowiska żołnierzy: tych, którzy byli po prawej stronie, przeniósł na lewą, tych z lewej – na prawą, tych z przodu – do tyłu, a tych z tyłu – do przodu.

Rankiem odważni mudżahidowie ponownie ruszyli do ataku i zaczęli walczyć wśród okrzyków „Allahu Ekber”. Żołnierze wroga po raz pierwszy widzieli atakujących ich żołnierzy. To nie byli ci, z którymi walczyli wczoraj.

Z pewnością muzułmanom przyszła na pomoc nowa armia!… Żołnierze bizantyńscy, sądząc, że przybyły posiłki, wpadli w strach i stracili ducha. Ogarnęła ich panika i zaczęli uciekać. Armia islamska wykorzystała tę okazję i gwałtownie na nich uderzyła.

Po pokonaniu wroga doszli do twierdzy Mute. Zdobyli także twierdzę i zabili wielu jej możnych. Hazrat Halid i bohaterscy Towarzysze Proroka walczyli tego dnia jeszcze wspanialej, uderzali we wroga mieczami i tysiące z nich wysłali do Piekła. Tego dnia w ręku Hazrat Halida bin Welida złamało się dziewięć mieczy.5 Z łaski Allaha Najwyższego i dzięki błogosławieństwu dua Najszlachetniejszego Wysłannika (sallallahu alejhi we sellem) trzy tysiące mudżahidów-gazich rozgromiło stutysięczną armię wroga. W tej wielkiej bitwie szehidami zostało piętnastu muzułmanów. W ten sposób Cesarstwu Bizantyńskiemu pokazano jego granice i przeszkodzono mu w organizowaniu dalszych najazdów na południe… Najszlachetniejszy Wysłannik, nasz czcigodny Prorok, zebrał Swoich Towarzyszy w mesdżidzie, żeby powiadomić ich o tym, co zaszło pod Mute, zanim jeszcze przyszła do Niego jakakolwiek wiadomość z pola bitwy. Towarzysze Proroka widzieli po Błogosławionej twarzy naszego umiłowanego Proroka, że jest bardzo zasmucony, i ze strachu, by Go jeszcze bardziej nie zasmucić, nikt nie odważył się o nic zapytać. W końcu jeden z Towarzyszy Proroka powiedział: „Niech nasze życie zostanie dla Ciebie poświęcone, o Wysłanniku Allaha! Odkąd zobaczyliśmy Twój smutek, nasze serca płaczą krwią; jak wielki jest nasz smutek, wie tylko Allah Najwyższy!”. Wtedy z Błogosławionych oczu naszego umiłowanego Proroka popłynęły łzy i oznajmił: „Smutek, który u Mnie widzicie – to, co pogrążyło Mnie w żalu – wziął się stąd, że Moi Towarzysze zostali szehidami. Ten stan trwał, dopóki nie zobaczyłem ich w Raju jako braci siedzących na tronach naprzeciw siebie. Zejd bin Harise wziął do ręki chorągiew. W końcu został szehidem. Teraz wszedł do Raju i biega tam. Potem chorągiew wziął Dżafer bin Ebi Talib. Zaatakował armie wroga, walczył i w końcu on też został szehidem. Wszedł do Raju jako szehid i na dwóch skrzydłach z rubinów lata tam, gdzie chce. Po Dżaferze chorągiew wziął Abdullah bin Rewaha. Z chorągwią w ręku walczył z wrogiem, został szehidem i wszedł do Raju. Pokazano Mi ich w Raju, jak siedzą na tronach ze złota. O mój Allahu! Przebacz Zejdowi!… O mój Allahu! Przebacz Dżaferowi! O mój Allahu! Przebacz Abdullahowi bin Rewasze!”.

„O Halidzie! Szybko weź świętą chorągiew Wysłannika Allaha! Na Allaha, wziąłem ją po to, żeby dać ją tobie. Ty znasz sztukę wojenną lepiej niż ja!”. Sabit bin Ekrem (radyjallahu anh)

Z Błogosławionych oczu Przywódcy światów nadal płynęły łzy. Wśród łez mówił dalej: „Po Abdullahu bin Rewasze chorągiew wziął Halid bin Welid. Właśnie teraz walka się zaostrzyła. O mój Allahu! On (Halid bin Welid) jest jednym z Twoich mieczy. Pomóż mu!…”.6 Nasz umiłowany Prorok za zgodą Allaha Najwyższego jako cud zobaczył sytuację na polu walki, które znajdowało się w odległości ponad tysiąca kilometrów, i powiadomił o tym Swoich Towarzyszy. W dniu, w którym szehidem został Hazrat Dżafer bin Ebi Talib, po opowiedzeniu o tym zdarzeniu wstał i poszedł do domu Hazrat Dżafera. Żona Hazrat Dżafera, Esma, zakończyła prace domowe, wykąpała swoje dzieci i uczesała im włosy. Nasz umiłowany Prorok oznajmił: „O Esmo! Gdzie są synowie Dżafera? Przyprowadź ich do Mnie!”. Gdy Esma Hatun przyprowadziła dzieci, Wysłannik Allaha przytulił je do Swojej piersi, całował je i wąchał raz po raz. Jego Błogosławione serce nie mogło tego wytrzymać i z Jego Błogosławionych oczu zaczęły strumieniami płynąć łzy. Żona Hazrat Dżafera, widząc to, spytała błagalnie: „Niech moja matka i mój ojciec, ba, moje życie zostaną dla Ciebie poświęcone, o Wysłanniku Allaha! Dlaczego okazujesz moim synom takie samo miłosierdzie, jakie okazujesz sierotom? Czyżbyś dostał przykrą wiadomość o Dżaferze i jego towarzyszach?!”. Przywódca światów był głęboko poruszony. Odpowiedział: „Tak!… Oni dzisiaj zostali szehidami!…”. Nasza matka Hazrat Esma przytuliła swoje osierocone dzieci i zaczęła płakać. Nasz umiłowany Prorok nie mógł dłużej znieść tego widoku i odszedł stamtąd.7

Najszlachetniejszy Ulubieniec Allaha (sallallahu alejhi we sellem) wrócił do Swojego domu szczęśliwości. Polecił Swoim czystym żonom: „Nie zapomnijcie przygotować jedzenia dla rodziny Dżafera!”. Przez trzy dni wysyłano jedzenie rodzinom szehidów. Minęło kilka dni. Wtedy Hazrat Jala bin Umejje przyniósł do Medyny radosną nowinę o zwycięstwie. Zanim zaczął mówić o tym, co się wydarzyło, Najszlachetniejszy Wysłannik powiedział do niego: „Jeśli chcesz, ty opowiedz nam, co się stało, a jeśli chcesz, Ja tobie opowiem” – i opowiedział dokładnie o tym, co wydarzyło się na polu walki. Na to Jala bin Umejje powiedział: „Przysięgam na Allaha Najwyższego, który posłał Ciebie jako Proroka z prawdziwą religią i Księgą, że nie pominąłeś ani jednego ze zdarzeń, które przeżyli mudżahidowie”. Szlachetny Prorok odpowiedział: „Allah Najwyższy usunął dla Mnie dzielącą nas odległość i zobaczyłem pole walki na własne oczy”.

Kilka dni później posłańcy powiadomili, że armia islamska zbliża się do Medyny. Szlachetny Prorok wstał i ze Swoimi Towarzyszami wyszedł przed Medynę, aby ich powitać. W oddali wznosiła się chmura kurzu; powiewała święta chorągiew islamu. Blask tarcz i mieczy sprawiał, że wszystko dookoła lśniło jak lustro… U każdego widać było głębokie wzruszenie. Wkrótce potem z Hazrat Halidem bin Welidem na czele weszli do Medyny mudżahidowie-gazi (radyjallahu teala anhum edżmain)…

„O mój Allahu! Przebacz Zejdowi!… O mój Allahu! Przebacz Dżaferowi! O mój Allahu! Przebacz Abdullahowi bin Rewasze!”. Hadis-i szerif

Przyszły dziewice-hurysy,
Owinęły Go w powijaki z Nuru,
Przytknęły twarze do Muhammeda
W noc, gdy urodził się Muhammed.
Otworzyły się bramy niebios,
Na świat rozsypało się miłosierdzie,
Skrojono szaty Raju
W noc, gdy urodził się Muhammed.
Junus mówi: „O bracia,
Z oczu płyną krwawe łzy,
Góry i kamienie wykonały sedżde
W noc, gdy urodził się Muhammed”.

Dawny widok Kaaba-i Muazzama /

Mekke-i Mukerreme [1890]